Iga Baumgart-Witan: Nie jadę do Monachium aby zwiedzać!

Mistrzyni olimpijska Iga Baumgart-Witan porozmawiała z nami tuż przed wylotem na mistrzostwa Europy. Zawodniczka zdradziła jakie nastroje panują w ekipie żeńskiej sztafety 4×400 oraz opowiedziała o kulisach treningów z Natalią Kaczmarek, którą określa mianem „petardy”.


Nie mogę zacząć od innego pytania niż to o zdrowie i formę! Jak aktualnie u ciebie wyglądają te dwa kluczowe dla każdego sportowca aspekty?

Małe drobiazgi zawsze dokuczają, ale nic poważnego się nie dzieje. Ze zdrowiem jest dużo lepiej niż było w Stanach, więc oby tak zostało do mistrzostw. Z dyspozycją też wszystko w porządku. Treningi wyglądają dobrze więc jestem pełna optymizmu.

Pytam o formę, bo dopiero co musiała być wysoka podczas lipcowych mistrzostw świata, tymczasem zanim się zorientowaliśmy już czeka nas rywalizacja na mistrzostwach Starego Kontynentu. Są takie konkurencje lekkoatletyczne gdzie trudno jest zbudować dwa szczyty formy w trakcie tak krótkiego okresu, a są też takie gdzie jest to niemal niemożliwe. Jak to wygląda w przypadku biegu na 400m?

Szczyt formy buduje się jeden, a drugi to już raczej podtrzymanie tej dyspozycji lub takie „podładowanie akumulatorów”. My postawiliśmy właśnie na ładowanie energii bardziej niż na budowanie dwóch peak’ów formy. Liczymy na podobną dyspozycję jak w Stanach, ale może się też okazać, że będzie ona wyższa.

Co przemawia za tą wyższą dyspozycją?

Bardzo ważna jest głowa! Forma i zdrowie to jedno, ale mental też jest szalenie istotny i może spowodować tę różnicę, która zaowocuje lepszym rezultatem.

A jeśli popatrzeć na suche cyferki i to co wychodzi aktualnie z treningu? Jeżeli założymy, że wszystko ułoży się idealnie, to na jak szybkie bieganie w twoim wykonaniu możemy liczyć?

Nie ma co wyrokować po treningu. Życie zna takie przypadki, że na treningu wszystko gra, a zawody tego nie oddają. Nie chcę zapeszać, ale na treningu zdarza mi się być życiówki i mogłyby one wskazywać, że jestem w życiowej dyspozycji. Jednak czy biegane na treningach 300 lub 350 metrów przełoży się na 400 to się dopiero okaże. Patrzę w kierunku Monachium optymistycznie i jestem pełna nadziei.

Skoro mówisz o roli głowy to zapytam o wpływ mistrzostw świata na ten element. Czy w kontekście braku medalu sztafety, która przyzwyczaiła kibiców do podiów najważniejszych imprez i nawet rozpieściła, można mówić o dodatkowej motywacji płynącej z przerwania dobrej passy? Czy na tym poziomie w ogóle dodatkowa motywacja jest potrzebna lub możliwa?

To pytanie do każdej z dziewczyn, ale nie ukrywamy, że ta porażka nas wkurzyła. Było nam przykro, ale z drugiej strony nie przełożyło się to na spadek pewności siebie czy myślenie, że jesteśmy słabsze. Traktujemy to jak potknięcie, po którym się wstaje i trzeba walczyć dalej.

Chcemy się odbudować, mimo że nie będzie to proste, bo będziemy się mierzyły z dwoma, a nawet trzema mocnymi ekipami. Wcześniej też oczywiście nie było to proste, ale mimo iż mamy w swoich szeregach dwie „petardy” – Anię i Natalię, to inne kraje też mają.

Dodatkowej motywacji nam nie trzeba, ale wiemy że nie możemy niczego zlekceważyć. Przygotowanie fizyczne, mentalne i sam bieg – tu wszystko musi być n najwyższym poziomie i my o tym doskonale wiemy.

Na którą ze sztafet patrzysz jako na największe rywalki dla was? Holenderki, Brytyjki? A może wy nie macie w zwyczaju analizować rywalek tylko patrzycie na siebie?

Analizuje trener lub nasza główna analityczka Natalia Kaczmarek (śmiech). Ale wiemy jak te dziewczyny biegają. Brytyjki mają bardzo równą sztafetę i praktycznie nie mają słabego ogniwa. Holenderki z kolei mają dwie „przefantastyczne” zawodniczki, ale już pozostałe nie są aż tak dobre. To trochę jak u nas, ale myślę że w ogólnym rozrachunku, to nasz skład jest mocniejszy.

Podczas tej rywalizacji dużo może się wydarzyć i zapowiada się niezłe widowisko. Sama chciałabym zobaczyć to z boku, ale lepiej tak nie mówić żeby nie zapeszyć. Planuję obejrzeć to z bieżni będąc w tym finale.

iga baumgart-witan

W przypadku mistrzostw świata powstało niemałe zamieszanie z ustalaniem składu, które wszyscy widzieliśmy i do którego nie ma już sensu wracać. Powiedz jednak czy ta sytuacja zmieniła coś w kwestii informowania i ustalania składu? Jak to w praktyce wygląda? Czy dowiadujecie się o składzie na miejscu czy już wcześniej macie ustalone kto w którym biegu ewentualnie pobiegnie?

Trener nie mówi nam wcześniej. Dużo pyta o samopoczucie, o to na której zmianie byśmy się najlepiej czuły, ale zawsze musimy być gotowe na każdy bieg. Ostateczny skład zawsze podaje nam dzień przed biegiem. Wtedy omawiamy sobie wszystko ze szczegółami, aczkolwiek ta która nie biegnie również wychodzi na rozgrzewkę i do ostatniej chwili przygotowuje się tak, jakby miała biec.

Ostatnio Natalia Kaczmarek jako pierwsza po Irenie Szewińskiej złamała magiczną granicę 50 sekund. Byłaś zaskoczona takim wynikiem?

Myślałam że Natalia pobiegnie taki wynik już w Eugene. Była dobrze przygotowana i byłam przekonana, że tam jej się to uda. W eliminacjach wyglądała fantastycznie i było dla mnie oczywiste, że w półfinale podobny wynik padnie. Jednak choroba trochę pokrzyżowała jej plany. Następnie pomyślałam, że takie bieganie przyjdzie w wydaniu Natalki na mistrzostwach Europy, a tu taka niespodzianka.

Zabawne jest to, że po treningach nie widać że ona jest w takiej dyspozycji. Trenujemy tu razem w Spale i jej trening nie wygląda na 49 sekund. Zdarzało się, że biegałam szybciej od niej, a na zawodach ona pokazała jaka moc w niej drzemie. Chwała za to, że potrafi nie wyładować się na treningu i później wystrzelić na imprezie.

Pierwszy start indywidualny mistrzostw Europy w poniedziałek, a finał sztafet dopiero w sobotę. Co robisz, aby nie spalić się psychicznie, będąc pod napięciem i żyjąc imprezą przez tyle dni. Wielu zawodników podczas igrzysk lub mistrzostw świata mówiło, że to dla nich spory problem i łatwo o przebodźcowanie?

Nie mam specjalnych sposobów, aby tego uniknąć, bo to chyba niemożliwe. Żyję tam z dnia na dzień i myślę tylko o najbliższym starcie. Mam nadzieję, że będzie ich na tyle dużo, że mimo iż Monachium jest piękne to go nie zobaczę. Nie jadę tam, aby zwiedzać!

Będąc na imprezie tej rangi, dzieje się tyle, że nie ma szans, aby się wyłączyć i o tym nie myśleć. Biegów jest tyle, że skupiam się na rutynie przedstartowej i to jest angażuje cały mój dzień.

Wyjątkiem może być dzień, w którym finał jest wieczorem. Wtedy trzeba gdzieś wyjść na spacer, obejrzeć film i coś ze sobą zrobić, aby od rana nie myśleć o biegu.

Na imprezę jedzie Kinga Gacka z Bydgoskiego BKS’u gdzie razem trenujecie. Czy na takich imprezach z racji doświadczenia wcielasz się trochę w rolę jej opiekunki i przewodniczki czy nie ma takiej potrzeby?

Kinga dobrze sobie radzi i nie ma takiej potrzeby. Wiadomo że Kinga też czasem się stresuje, ale zazwyczaj ja wtedy czuje się dokładnie tak samo (śmiech).

Większość z nas radzi sobie z emocjami sama lub z pomocą psychologów, którzy są na miejscu. Dzieje się tak do momentu samego startu, bo tam na stadionie już motywujemy i wspieramy się wzajemnie. Jedna za wszystkie i wszystkie za jedną!

Rozmawiał Kuba Pawlak, Zdjęcia: Paweł Skraba